prawiemama
prawiemama.blog.interia.pl
O mnie
prawiemama
Kim jestem, a właściwie kim będę... będę mamą i prawie mamą... a oto moja historia...
Zobacz mój profil
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
Notki
takie tam o życiu... czwartek, 28 październik 2010, 20:56
Tak tak... zaczęło się, a tego sie najbardziej obawiałam... mamy problemy wychowawcze z młodym... kurcze jaka to uparta bestia jest, nie sądziłam, że siedmioletnie dziecko może aż tak za skórę zaleźc...
Gdy wieczorem już wszystcy śpią ja siedze w fotelu i płacze, przepraszam wyję z bezsilności, bezradności i zmęczenia, codziennie wieczorem padam na twarz delikatnie mówiąc, do tego pomocy z nikąd nie ma wręcz przeciwie same oskarżenia i gorzkie słowa ... ale wytrzymam, nie poddam sie... uparta bestia ze mnie i koniec i kropka.
Ale dobra zacznę od początku...

Osiołek vel. Byczek Fernando miesiecy 13, waga 12 kg, zebów sztuk 12, z pożywienia przyjmuje do ustnie jedynie serek homo, kaszkę kakaową, krupnik, fasolową, pomidorową, parówkę ale bez chleba, pulpety z ziemniakami, kurczaka z ryżem, popija sokiem marchewkowym albo kompotem jabłkowo – gruszkowym, noce na ogół przesypia z małymi wypadkami wycia przez pół nocy a potem przez drugie pół rzygania z wcześniejszeg płaczu , nie chodzi acz kolwiek pion trzyma, na kolanach zapierdala nie chodzi, przybija piątkę, bije brawo mówi mama, tata i bu słowo które określa wszystko do okoła niej, jest kinomaniakiem uwielbia Olinka Okrąglinka, Zgaduj z Jessem , Marta mówi i Ulicę Sezamkową, kocha Elmo, swojego silikonkai i nieodzownego przyjaciela samolocika który gra jej na dobranoc...

Młoda vel. Gwiazda vel gapcio ma 5.5 roku, waży 25 kg mierzy 120, uwielbia sie stroic, gadac i gadac i gadac i gadac, z pokarmów mogłaby tylko wcinac tosty i parówki, wszystko inne je bo musi choc już opanowała do perfekcji zybkie pozbycie sie z żołądka pokarmów nie lubianych, rzyga jak kot po libacji ... w przedszkolu – grzeczna, układna, pojętna uczennica, chwalona na każdym kroku, odkrywa swój talet taneczny i mózyczny choc alfabet nie koniecznie śpiewająco umie, kochany przytulacz, który ciągle sie śmieje...

Młody bez vel. - o nim to można by było ksiazkę katastroficzną napisac... pochłania wszystko co jest do jedzenia, nie kontrolowany w ilości jedzenia potrafi zrobic sie siny i zemdec z ilości jedzenia, notoryczny kłamca, nikt ani w domu ani w szkole w ządne jego słowo nie wierzy, do tego dochodzi skarżenie na współbratyńców uczęszczajacych do tej samej szkoły tak tak szkoły, bo on nie tylko donosi na kolegów z klasy ale i na wszystkich w szkole, namiętnie gada głupoty czy jak kto woli wymyśla bajki , jego ulubionymi bajkami sa te o zabarwieniu, prosze pani a ciocia to mi nie pozwoliła sie wczoraj wykąpac i mnie wszystko swędzi, prosze pani a wujek to nie pozwolił mi wytrzec tyłeczka jak zrobiłem kupę i mnie teraz boli, prosże pani a ciocia to mówi że jestem złodzieje, dlatego nie wezmę tej książki z bibliotek bo ciocia powie że ukrdłem, prosze pani a wujek mnie tak pasem zlał, ze nie moge usiaśc bo mam tyłek siny i mnie boli, prosze pani a... i tak w koło macieju. Nie przejawia najmniejszego szacunku do nikogo, wrecz przeciwnie robi wszystko, żeby zrazic do siebie innych, wiecznie cos niszczy w domu albo robi bałagan, przykłady proszę bardzo
porywa od spłuczki w kompakcie, pożadna ceramiczna straciła życie w momencie gdy Młody ja podiósł i rzucił z całej siły na podłogę, w zwiazku z upadkiem życie straciła tez połowa płytek na podłodze
kupa – dosłownie wszędzie, podłoga, wanna, ściany, okno, lustro, ubrania, dywaniki łazienkowe, szczoteczki do zebów drzwi tylko nie sedes, on był czysty i zamknięty razy 23
ubrania – pomazane długopisem, mazakiem, pocięte nożyczkami dziecięcymi, skarpetki podziurawione kredkami
ksiazki szkolne i nie szkolne, pomazane, powyrywane kartki – nie nadają sie do niczego
komputer - died
magnetofon - died
pilot od tv - died
wszelakie samochody i inne zabawki - died an unnatural death

Ja vel matka polka zastepcza - z jednej strony nie potrafiąca napatrzyc sie nauśmiech gwiazdy, uśmiechajaa sie na kaze osiołkowanie byczka, uwielbiająca stroic moje małe damy a z drugiej strony majaca dosyc wiecznych kłamstw, obelg i skarg, ani slowa ani czułe gesty nie potrafią zachamowac postepującej destrukcji młodego, pozstawiona bez pomocy innych, wiecznie zbierajaca baty za młodego - ale wytrzymam bo wiem, ze nawet jeśli z niego nie zrobię porządnego ludziom to wiem, że dziewczyny na takowe młode fajne ludki wyrosną, wiem, ze kiedyś usłyszę od nich słowo dziękuję będzie to najpiękniejsze słowo świata... więcej nie ma co pisac bo nie ma o czym.. jestem jaka jestem i się nie zmienię, uparta, złośliwa ale kochająca te szkraby całym sercem...

a o M vel wujek vel mąż - kochany, cierpliwy, wymagający i uwaga ZAJMUJĄCY SIĘ DOMEM... nie pamiętam kiedy ostatni raz zrobiłam obiad, gotuje on, sprząta on ja tylko wstawiam pranie ale on wiesza itd itd... nie oddam go nikomu chociaż doprowadza nieraz nie do szału ( szczególnie jak mu się chce a ja nie wiem jak się nazywam hehe )...


A zapoooooooomniałam jest jeszcze rodzina biologiczna - nie chce mi się pisac bo to temat drażliwy, mam nadzieje, że w grudni ostatecznie sad zdecyduje o zaprzestaniu kontaktów z dziecmi, bo oni zamiast się nimi interesowac, to interesują sie kiedy i jak zrobic nam kolejna awanturę, o co znów nas oskarżyc i jak utrudnic nam życie... jednym słowem rodzina, nienormalna, patologiczna z postępującą destrukcją...



to pisałam Ja Matka Polka Zastępcza

do zobaczenia następym razem kiedy nie wiem... czas pokaże.... nie odchodzcie , zostańcie, Ja tu wrócę... :)
nasze zycie.... wtorek, 22 czerwiec 2010, 18:11
Ufff... sporo czasu minęło od ostatniej mojej wizyty tutaj.... ale nie mam czasu na nic, nawet na przysłowiowe siuku nie mam czasu a co dopiero na włączenie kompa...

Nasze bączki sa znami juz prawie miesiac, zabralismy ich z DDM 31 maja, pierwszy tydzień był bardzo ciazki, uczyliśmy się siebie nawzajem, teraz jest już ( odpukac) b. dobrze, dzieci sa grzeczne, spokojne nie rozrabiaja, nie marudzą oczywiście mają tez swoje za uszami, ale chyba każde dziecko coś zawsze nabroi, Nasze wiedzą ze jak narozrabiaja to same ida do kąta, wiedza ze zle zrobily, siedża w kacie tyle minut ile mają lat, do tego weszlismy w system nagradzania, maja oboje kartki na ktorych po całym dniu dostają odpowiednio 1, 2 lub 3 kropeczki + krzyzyk za  grzeczna samodzilną zabawę ( nei potrafily się same bawic, od kilku dni im to świetnie wychodzi) na koniec miesiaca bedą kropeczki policzone i bedzie za nie nagroda głowna lub nagroda pocieszenia , nagroda glowna to wyjazd na pizzę, i lody a nagroda pocieszenia to zabawka.
Najmłodsze nasze szczęscie, gdty ja przywieźlismy nei potrafiła stabilnie siedziec a teraz po 23 dniach ona juz raczkuje i staje przy meblach... cala wysypka i starsznbe odparzenia poszly w niepamięc, to samo u starszaków sikanie w nocy do łozka, było przez pierwszy tydzien teraz juz nawet chyba nei pamietają że cos takiego sie zdarzalo....

starszaki grzecznościowo od poniedziałku bedą chodzic do szkoly, gdzie jest utworzony dużyr szkolno - przedszkolny , będą tam od 8 do 12 wiec i ja bede miala 4 odzinki spokoju, bede mogla coś zrobic, cos sprzątną, bo przy nich niestety sie nie da...

odpowiadajac na Twoje pytanie Olu, jestesmy zawodowa niespokrewnioną z dziecmi wielodzietna rodzina zastępczą.


pees.... sorry za błedy ale pisze szybko bo dzieckie siedza przy stole i podwieczorek jeda a najmłodsze chrupka wcina, wiec mam 5 minut spokoju i ciszy....



do zobqaczenia wtedy kiedy bede miala chwilę....
to był maj.... czwartek, 27 maj 2010, 15:58
OGŁASZAM WSZEM I WOBEC ŻE OD WCZORAJ tj. 26.05.2010 JESTEM MAMĄ NA ZASTĘPSTWO :)

wczoraj odbyła się sprawa o ustanowienie nas RZ dla dzieci.... sędzia przychylił się do naszego wniosku, ba... mało tego jeszcze nam podziękował i życzył wszystkiego dobrego....
Od razu dostaliśmy postanowienia sadu o natychmiastowym zwolnieniu dzieci z DD.
Dzieci przywieziemy w poniedziałek tylko dlatego, ze musimy sie przygotowac na ich pojawienie sie w naszym domu, musimy kupic łózka, meble, itp...
dzis kupiłam troche ubrań dla maluchów, witaminki, i kosmetyki... i moge stwierdzic z cała świadomoscia słów, że jestem uzalezniona od zakupów dzieciowych.... mogłabym wcale nie wychodzic ze sklepu...

a teraz wybaczcie ide poprac i poprasowac tyci ciuszki.... 

Pees. polubiłam prasowanie he he....
kilka dat.... środa, 12 maj 2010, 16:15
5 maja złożyliśmy wniosek  do sądu o ustanowienie nas RZ dla dzieci
7 maja na niejawnym posiedzeniu sąd zdecydował o rozpatrzeniu Naszego wniosku
11 maj dostaliśmy wezwanie na sprawę
26 maj SPRAWA O USTANOWIENIE NAS rz DLA nASZYCH DZIECI  :)


teraz czekamy na wizytę kuratora...
Nasze dzieci poniedziałek, 03 maj 2010, 16:03
Nie wiem od czego zacząc, troche tego jest... może najpierw  zacznę od urzędników...
W piątek pojechalismy do OA, potem do dzieci a od dzieci do MOPS  tak zostalismy poproszeni o kontakt z naszym PCPR w sprawie opinni o nas ( dzieci sa z innego powiatu), było chwilę przed 15 wiec tylko zadzwoniłam do naszego PCPR -u , przedstawiłam sprawę a w odpopwiedzi usłyszałam kategorycznie nie zgadzamy się zebyście państwo przyjeli dzieci z innego powiatu.
Nie była to miła rozmowa , kosztowała mnie wiele nerwów i łez . OA do którego zadzwoniłam zaraz po tym telefonie, obiecal że zrobi wszystko zeby nam pomoc ( pracuja tam ludzie dla których dobro dziecka jest na pierwszym miejscu), kazali czekac na telefon od nich, niestety dopiero w poniedziałek, bo w  weekend nic nie załatwią, wiec my siedzielismy cali w nerwach, balismy się nawet pomyslec o tym nie mówiac juz o rozmowie na ten temat.
Poniedziałek przyniósł ukojenie nerwów, telefon z OA, że opinnie nam wystawili i przesłali do MOPS-u, oczywiscie powiedzili, zębyśmy nie kontaktowali sie z naszym PCPR, bo oni i MOPS wszystko załatwią. W środę telefon z MOPS, że opinię z OA juz mają i ze piszemy wniosek do sadu bez opini PCPR, tym sposobem umowilismy się z pracownikiem socjalnym  że w srodę po dlugim weekendzie przyjedzimy do MOPS i napiszemy wniosek a potem z ta pania pojedzimy do sadu go złozyc. No i najważniejsze dostalisy wreszcie pozwolenie na widzenie z dziecmi, ( wczesniej nie było takiego pozwolenia, bo nie wiadomo było czy bedziemy mogli zabrac dzieci z wiadomych przyczyn podanych wyżej ), ale jeśli skladamy wniosek to mozemy do dzieci jechac i w srodę po zlozeniu wniosku jedziemy do DD  ( a zapomniałam szkolenie na ZRZ robilisy w innym województwie niz nasze  woj. i OA pod ktory podlegają dzieci, dlatego do nas zadzwonili bo mieli nasze dokumenty a my powiedzieliśmy ze jesteśmy otwarci na wspołprace z nimi , płaciliśmy sami za to szkolenie ).

tak wiec chyba jestesmy rodzicami trojki dzieci 7 -mio letniego Mateuszka, 5-cio letniej Martusi i 9-cio miesiecznej Julki

więcej napiszę w srodę po spotkaniu....


NADAL KCIUKI WIELCE WSKAZANE :)
??????????????????? środa, 28 kwiecień 2010, 16:24
Tak jeszcze bardzo nieśmiało, bardzo cichutko powiem Wam, że chyba sie udało...
dziś dostaliśmy informacje, Że opinia OA już jest w MOPS-ie a 5.05 na 10.00 jesteśmy tam umówieni, żeby napisac wniosek do sadu i odrazu jechac go złożyc... tak wiec teraz wszystko w rękach sadu i dobrego losu....

Jutro dzwonię do DD by umówic się na spotkanie z dziecmi...


NADAL PROSIMY O TRZYMANIE KCIUKÓW
telefon niedziela, 25 kwiecień 2010, 00:51
Wreszcie po wielu latach oczekiwań zadzwonił TEN TELEFON dokładnie 22.04.2010 o 10.25...
następnego dnia juz byliśmy u dzieci, ale zeby nie było tak fajnie i cudownie, tego samego dnia po południu, wystarczył jeden telefon, zeby nasza radośc zamieniła sie w złośc, smutek i nerwy.... na 90 % niestety nie będziemy mogli zabrac dzieci, a wszystko tylko i wyłącznie przez jednego urzędnika, a własciwie urzędniczkę...
wszystko wyjaśni się po niedzieli a do tego czasu zostaje mi tylko strach, łzy i modlitwa... niech wszystko skończyło się dobrze.

PROSZE O KCIUKI.... PRZYDADZĄ SIE W KAŻDEJ ILOŚCI....

[*] niedziela, 11 kwiecień 2010, 14:24

Kolejna " duetowa" wiosna. poniedziałek, 05 kwiecień 2010, 15:58
Jest mi żle, ten czas tak na mnie działa...
Wczoraj wcale nie świętowaliśmy, zjedliśmy zwykłe śniadanie takie jak zawsze, potem poszlismy na spacer, oczywiście nie obyło sie bez łez, wszędzie szczęsliwi ludzie, biegające do okoła dzieci a po środku my...
Dziś M w pracy, wróci wieczorem a Ja - no cóż zabijam doła krówkami ciągutkami i sokiem pomarańczowym... w domu cisza, spokój i porządek ... marzy mi się taki słodki rozgardiasz...


wiosna ... niedziela, 21 marzec 2010, 20:50
No i mamy wiosnę, wreszcie, już miałam dośc tej zimy, tego śniegu i mrozu, dziś trochę popadało ale od kilku dni temperatura powyżej + 12 stopni wiec jest dobrze, choc oczywiście nie obyło się bez zgrzytów,  4 dni temu rano zachecona pięknie świecącym słoneczkiem wzięłam się za wiosenne sprzątanko, zdjęłam firanki do prania, kwiatki w wannie wymyłam, dywan wywaliłam na podwórko ( czekał aż M wróci i go wytrzepie) i po tych czynnościach postanowiłam umyc okna i wszystko było by dobrze gdybym dwie godziny wcześniej włosów nie umyła....
Od przedwczoraj umieram, głowa pęka, nosa nie czuję a przy tym wyglądam jak eskimos, marzę żeby położyc sie spac i obudzic sie za kilka dni zdrowa ... cierp ciało co chciało.

Informacje z frontu - nadal czekamy....  do Świąt zostało 2 tygodnie, już wiem, że śniadanie świateczne zjemy we dwoje....

Zobacz serwisy INTERIA.PL